Kolejny owoc spotkań dla bezdomnych i alkoholików

Kolejny owoc spotkań dla bezdomnych i alkoholików

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Wczoraj, czyli sobotę mieliśmy kolejne nasze spotkanie z bezdomnymi i alkoholikami. Odwiedziła nas nasza zaprzyjaźniona siostra zakonna. Nie miała łatwo, ponieważ kilku awanturników krytykowało jej katolickie poglądy. Większość słuchała, ale ta mała grupka protestancka robiła awanturę. Ja w tym czasie poszedłem do kościoła obok wyciszyć się przez Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Puściliśmy im film „Bóg w Krakowie”. Przyszedł też jeden mężczyzna, który był już dwa razy u nas ostatnio, ale za każdym razem był pijany. Podchodzę do niego i mówię, że jakoś dziwnie trzeźwy jest. On wtedy w krótkim spontanicznym świadectwie opowiedział wielkie zmiany w jego życiu. Pochwalił się, że już tydzień nie pije i znalazł pracę. Kolejny uratowany człowiek przez Boga. Kolejne przemienione serce przez miłosierdzie Jezusa. Niech Bogu będą dzięki. Pojawił się też mój zagubiony kolega protestant Michał, chociaż on akurat narzekał na bezdomnych. Było to moje jednak ostatnie spotkanie, jeśli otworzą kierunek na który się w szkole zapisałem. Zostanie mi przez najbliższe 2,5 roku przychodzenie na spotkania tylko w wakacje. Kierunek elektroradiologa czas w końcu zacząć. Z Panem Bogiem.

Chrześcijański film u Pani Ani

Chrześcijański film u Pani Ani?

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Wyjaśnię na początku kim jest ta słynna Pani Ania. Moi znajomi protestanci z poprzednich wpisów chodzą do pewnego klubu. Ten klub ma spotkania codziennie poza niedzielą. Jest to miejsce dla ludzi schorowanych, zmagających się ze schizofrenią, nerwicą czy depresją. Jak już kiedyś wspominałem mimo iż główna zarządzająca tym obiektem nie jest chyba religijna, to jednak krzyż na ścianie jest. Ta główna osoba to właśnie słynna Pani Ania. Kolega Michał mnie często zaprasza do tego klubu. Nawet polubiłem przychodzić tam i rozmawiać z tymi schorowanymi ludźmi, przy okazji ewangelizować. Pani Ania zazwyczaj puszcza swoje dziwne filmy i bardzo wulgarne, ostatnio mieli jakiś film o transwestycie. Pomyślałem, że zaproponuję inny film, z przesłaniem chrześcijańskim. Byłem w szoku z jaką łatwością Pani Ania się zgodziła. Trzem uczestnikom tego klubu na tyle spodobał się film, że przyszli tego samego wieczoru jeszcze na drugi seans tym razem do kościoła obok tego klubu. Dwa razy w miesiącu mamy w tym kościele wieczory filmowe. Bardzo się ucieszyłem widząc osoby z tego klubu u nas na wieczorze filmowym. Jeszcze na wieczór filmowy przyszedł jeden starszy Pan, było widać, że musi się wygadać. Troszkę musieliśmy ograniczać po filmie jego wypowiedzi, ponieważ schodził na teorie spiskowe kościoła i poglądy polityczne. Nie było to miejsce odpowiednie na takie akurat rozmowy, mimo iż miał prawdopodobnie poglądy podobne do moich. Było mi przykro tylko, że nie dałem rady iść tego wieczoru do kościoła, ponieważ film u Pani Ani wyszedł spontanicznie a był w godzinach Mszy Świętej. Myślę, jednak, że dobrze się stało, że w tym klubie ludzie dla odmiany obejrzeli coś religijnego zamiast wulgarnych filmów. Z Panem Bogiem.

Modlitwa ekumeniczna

Modlitwa ekumeniczna

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Odwiedził mnie dzisiaj kolega Michał, człowiek zagubiony i szukający, niestety na chwilę obecną odszedł tak daleko, że aż do protestantów. Mimo wszystko nasza modlitwa w domu, która trwała aż 1,5h była bardzo owocna. Zaczęliśmy od wspólnego Ojcze Nasz, do św. Michała Archanioła i Anioła Stróża . Na koniec ja jeszcze zmówiłem Zdrowaś Maryjo, gdzie pierwsza część wzięta z Pisma Świętego była też zmówiona przez Michała. Potem korzystaliśmy z mojego modlitewnika katolickiego szukając wspólnych modlitw. Były akty (wiary, nadziei, miłości, żalu, pokory, uwielbienia, pragnienia). Później były Litanie (do Najświętszego Imienia Jezus, do Najświętszego Serca Jezusa). W międzyczasie były uwielbienia śpiewane przez różne pieśni (Jezus siłą mą, Podnieś mnie Jezu i Jezu cichy i pokorny). Była też wspólna modlitwa własnymi słowami. Udało ku mojemu zdziwieniu zmówić się nam tak katolicką modlitwę jak: Akt zadośćuczynienia Najświętszemu Sercu Jezusowemu. Była tam modlitwa też do Maryi, do Najświętszego Sakramentu i świętych. Mimo wszystko Michał był w stanie te słowa modlitwy też wypowiedzieć. Wierzę, że kiedyś Michał wróci do wiary katolickiej, póki co możemy się modlić ekumenicznie. Miałem dzisiaj zrobić wieczorem medytację, jednak uważam, że ta wspólna modlitwa była mi i koledze bardziej potrzebna. Z Panem Bogiem.

Ekipa ekumeniczna u byłego egzorcysty

Ekipa ekumeniczna u byłego egzorcysty

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. Jakiś czas temu kolega mnie zaprosił do klubu w którym spotykają się osoby mające problemy psychiczne. Stwierdziłem wtedy, że może to dobre miejsce aby mając nerwicę tam pójść. Spodobało mi się to miejsce ale z innego powodu. Właściwie z kilku takich jak: Krzyż na ścianie, większość tych schorowanych ludzi jest wierząca i pomyślałem, że mogę tam chodzić aby mówić tym ludziom o Bogu i pomagać im. Kolega Michał, który tam chodzi to protestant z rodziny katolickiej. Dzisiaj odwiedziłem go z dwoma kolegami. Jeden, Robert to dawny nawrócony kibol a drugi, Emilian to tradycjonalistą w kościele katolickim. Widać, że ciekawa mieszanka ekumeniczna pojechała do byłego księdza egzorcysty. Pojechaliśmy do tego księdza dlatego, że namówił nas właśnie ten protestant. Umówił się z ojcem sercaninem na modlitwę. Okazało się, że każdy mógł sobie parę minut na osobności z tym ojcem pogadać a z modlitwy skorzystał Michał i Robert. Michał był bardzo szczęśliwy po tej modlitwie, był na jego twarzy ogromny uśmiech. Potem namówiłem znajomych, abyśmy jeszcze pojechali na adorację do kaplicy. Oczywiście Robert mówił, że mu się nie chce i, że jestem katoholik. Tam na adoracji spędziliśmy jakieś 30 minut. To mimo późnej godziny nie wszystko. Wychodząc z tej kaplicy widziałem dwie kobiety, była też wódka a jedna z nich ją piła w kościele. Wsiadłem już do auta ze znajomymi i pomyślałem, że muszę z tymi kobietami pogadać. Brakowało mi troszkę odwagi, ale Duch Święty, wierzę, że mnie poprowadził. Siedziałem z nimi i szybko opowiedziałem swoje świadectwo jak po nawróceniu Bóg mnie uwolnił od alkoholu, narkotyków, papierosów i masturbacji. Potem spytałem się Gosi i Marty czy możemy się wspólnie pomodlić. Gosia bardzo mocno mnie złapała za rękę nie chcąc jej puszczać nawet po modlitwie. Mimo wypitego alkoholu przez Gosię, wierzę, że jej wypowiedzenie słów były szczere i przyniosą owoce. Słowa były oddaniem się Jezusowi i uznaniem Jego Panem swojego życia. Była to krótka modlitwa, ale poczułem, że muszę chociaż w ten sposób za pomocą Boga im pomóc. Do takich ludzi myślę, że warto podchodzić mimo że często mam opory. Niech Pan Bóg czuwa nad nimi. Wszystko co w moim życiu się dzieję niech będzie na większą chwałę Bożą. Z Panem Bogiem.

Jak sobie radzę z nerwicą?

Jak sobie radzę z nerwicą?

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. W oficjalnej wersji zmagam się z nią od prawie dwóch lat. W nieoficjalnej może i dłużej. Wcześniej jednak ona była tłumiona nałogami (odstresowaniem) takimi jak masturbacja, alkohol, narkotyki czy papierosy. Miał więc wtedy ten stres ujście. Po nawróceniu rzuciłem wszystko i nagle mój organizm przestał sobie radzić ze stresem. Zaznaczam nie piszę tutaj jako ekspert, bardziej dzielę się obserwacją co mi pomaga w zwalczaniu objawów takich jak częste chodzenie do WC czy tzw. zawroty głowy. Zaczynam zmieniać myślenie na takie, że gdy pojawia się zawrót głowy to od razu kontruje w myślach, że to słabe jest i zaraz przejdzie. Wypowiedziałem otwartą wojnę tym objawom i lękom. Przestaję powoli się przejmować tym co powiedzą lub pomyślą inni. Wiem, że przy nerwicy nie ma co się bać objawów i nakręcać tym, że zaraz się umrze na różne choroby. Nerwica to tylko strach od tego się nie umiera. Pomogło mi to, gdy koleżanka uświadomiła mi, że z zewnątrz wyglądam na pewnego siebie chłopaka. Znak, że to tylko w mojej głowie. W tym tygodniu po dłuższej przerwie 4 razy byłem na siłowni. Jechałem zatłoczonymi tramwajami. Zaczynam robić rzeczy, których się bałem właśnie na przekór tej chorobie. Myślę, że przez te prawie dwa lata się przyzwyczaiłem do tej choroby na tyle, że była w pewnym sensie dla mnie wygodna. Miałem wymówkę, że nie zrobię czegoś bo mam nerwicę, jak coś się nie udało to dlatego, że mam nerwicę. Te prawie 2 lata spowodowały, że mam dość tych lęków, pragnę wracać do normalności. Nie jest łatwo myśleć pozytywnie, gdy ma się jakiś atak. Mimo wszystko od razu kontruję to tym, że to tylko strach, który ma wielkie oczy i zazwyczaj odchodzi. Wszystko udaje się bez leków, za to z pomocą Pana Boga. Niemalże codzienną Eucharystią. Ta walka jeszcze trochę potrwa zanim mój mózg przyzwyczai się do nowych standardów takich jak tramwaj nie jest zły, słońce nie jest złe, miasto nie jest złe. Jednak cieszę się każdym małym krokiem. Tydzień temu pierwszy raz i to od razu 2 razy jechałem zatłoczonym tramwajem i to na prawie koniec miasta. Taka radość mnie ogarnęła z tego małego kroku. Z wc też powoli zaczynam zmieniać myślenie, że jak muszę iść do wc to trudno. Muszę i tyle, tak działa mój organizm, nawet jeśli to jest czasem co godzinę. Dzisiaj byłem na mszy i godzinnym nabożeństwie, myślałem, że nie dam rady. Wytrzymałem bez WC ponad 4h. Jeśli się zmagasz z nerwicą zacznij karmić się każdą pozytywną myślą. Dziękuj Bogu za wszystko. Zachwyć się nawet pięknym słońcem czy małą biedronką. Dziękuj, za przełamanie każdego małego kroku. Ja już się nie mogę doczekać, gdy znowu wsiądę do tramwaju. Z Panem Bogiem.

Bóg jest Wielki